WIERNY ZASADOM  -  SKUTECZNY W DZIAŁANIU!
 
.
MIROSŁAW ZDANOWICZ
Radny Miasta Gdańsk
<<
O planach budowy Narodowego Centrum Sportów Motorowych w Gdańsku i o tym, Skąd w ogóle ten pomysł się wziął - Małgorzata Rakowiec, dziennikarka gdańskiego oddziału TVP, rozmawia z Mirosławem Zdanowiczem, radnym Gdańska , byłym zawodnikiem i trenerem motocyklowym.
Małgorzata Rakowiec, dziennikarka gdańskiego oddziału TVP, rozmawia z Mirosławem Zdanowiczem
Małgorzata Rakowiec: Kiedy zobaczymy ścigających się w Gdańsku Vettela, Hamiltona, czy Messę?
Mirosław Zdanowicz:  No może, może. Liczę na to, ze jeszcze za mojego życia, ale to droga, na którą na szczęście  już weszliśmy. Zacznę może od początku, skąd w ogóle wziął się taki pomysł. To nie była żadna " kubicomania", bo idea pojawiła się dużo wcześniej. Pierwsza wersja planu zagospodarowania przestrzennego terenu, na którym ma powstać Narodowe Centrum Sportów Motorowych została przygotowana już w 2006 roku. Głosowanie nad tym wszystkim odbyło się na posiedzeniu Rady Miasta Gdańska 30 sierpnia 2007 roku i proszę spojrzeć tu, w dokumenty, 30 osób "za", jedna się wstrzymała - taki był wynik. Nikt nie był przeciwny.
Małgorzata Rakowiec:, No proszę opozycja nie protestowała?

Mirosław Zdanowicz:  Wszyscy, którzy byli na Sali powiedzieli tym planom "tak" Jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Małgorzata Rakowiec:, A koszty policzyliście?

Mirosław Zdanowicz: Wtedy od razu przedstawiliśmy wyliczenia - oczywiście aktualne na tamten moment, czyli 2007 rok. Proszę pamiętać, że ten projekt to pomysł na Narodowe Centrum Sportów Motorowych, czyli nie mówimy tylko o wyścigach samochodowych, ale wyścigach motocyklowych, w najszerszej, jakiej można sobie wyobrazić formule. Do tego tor kartingowy, taki, na którym można by rozgrywać eliminacje do mistrzostw Świata, tor rayllycrossowy, super moto, motocross, i cóż, na czym mi bardzo zależało - szkoła doskonalenia jazdy. Ale to mało, poszliśmy jeszcze dalej, dlatego przewidzieliśmy tam: stok narciarski - około 400 m n.p.m., tor saneczkowy, lodowisko i oczywiście narciarskie trasy biegowe. Do tego strzelnica, kręgielnia, kolarstwo górskie, biegi przełajowe, trasy dla kładów. W tym przedsięwzięciu chodzi o to, żeby miasto Gdańsk miało coś takiego, gdzie każdy znajdzie atrakcje dla siebie. I koszt tego wszystkiego, na ten 2007 rok, wychodził na poziomie 37 milion6w złotych, bez infrastruktury, która będzie tam też niezbędna, jak budynki dla ekip, sędziów, szatnie, hotele, restauracje, knajpki. Te 37 mln to wytyczenie tras i dostosowanie do możliwości ścigania się.
Małgorzata Rakowiec:, A skąd pieniądze?

Mirosław Zdanowicz: Z tym nie będzie problemu, tak myślę, bo już zgłaszają się chętni. Przyjęty przy realizacji tego typu przedsięwzięć na Świecie jest model partnerstwa publiczno-prywatnego. Mamy w Gdańsku 200 hektarów ziemi. Bardzo atrakcyjny teren. Tam jest różnica terenu nawet 50 metrów. Pierwsze pomysły były takie, by teren wyrównać, ale później odkryliśmy, że to może być nasz gdański walor. Chcemy to wykorzystać. Dużo ciekawsze są wyścigi takie, gdzie oprócz mocy silnika trzeba pokazać cos więcej - talent i umiejętności.

Małgorzata Rakowiec: Gdy już poszło w Świat, że Gdańsk chce budować Narodowe Centrum Sportów Motorowych to zaczęli się zgłaszać inwestorzy?

Mirosław Zdanowicz: Robili to już wcześniej, ale teraz to wygląda dużo poważniej. Istotni gracze z tej branży SA zainteresowani. A dlaczego? Dlatego, że wyszło nam Ero. Dzięki Euro 2012 zrobiliśmy krok cywilizacyjny, nie chodzi tu o stadion, ale te wszystkie inwestycje infrastrukturalne wokół. A do tego pokazaliśmy, ze jesteśmy w stanie zorganizować imprezę sportową na takim wysokim poziomie. Teraz inwestycje prowadzi Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego Invest Gda. Nawiązaliśmy kontakt z z brytyjską firmą Apex, która jak zobaczyła jakim terenem dysponujemy i co planujemy, to, powiem kolokwialnie, "szczęka im opadła". Powiedzieli, że na takim terenie jeszcze nigdy nic nie robili.

Małgorzata Rakowiec: Na jakim etapie jesteśmy teraz?

Mirosław Zdanowicz: Projekt został publicznie ogłoszony - na spotkaniu było blisko 200 osób z branży. Po tym spotkaniu wiele jest głosów ekspertów, że to projekt w odróżnieniu od wielu w Polsce, który stoi na nogach i to mocnych nogach. Apex teraz szykuje projekty i wizualizację. A dosłownie kilka dni temu do InvestGda zgłosili się amerykanie zainteresowani tym, aby rozgrywane u nas były zawody formuły NASCAR.

Małgorzata Rakowiec: Mówił Pan, że wróci do początku, a zaczął od 2006 roku- od planu zagospodarowania. Ale ten pomysł musiał się w czyjejś głowie zrodzić dużo wcześniej.

Mirosław Zdanowicz:  A tak. Nieskromnie powiem, że w mojej głowie to powstało. Do 2000 roku organizowaliśmy zawody na torze w Gdyni Kolibkach zbudowanym od podstaw. Od 1991 roku odbyły się tam Mistrzostwa Świata w klasie 250, to taka królewska klasa najszybsza w motocrocross-ie. Tamten teren w Gdyni miał niestety 7 hektarów, a zaczęły się pojawiać już wtedy takie wytyczne, że na same parkingi dla zawodników przeznaczyć by trzeba było 5 hektarów. Było jasne, że w Kolibkach się nie zmieścimy. Przyszła wtedy taka moda, że zawodnicy wykorzystywali kontenery na TIR-ach, a w nich mieli wszystko - spanie i salon i odnowę, sprzęt, warsztat - taki przenośny dom. Takie TIR-y nie miały szans zmieścić się na tym terenie. Zacząłem poważnie rozglądać się za odpowiednim miejscem. Takim, które by gwarantowało nam przyszłościowe rozwiązania.

Małgorzata Rakowiec: Czyli?
Mirosław Zdanowicz:  W każdej dziedzinie Mistrzostwa Swiata to jest ten najbardziej prestiżowy cel. W samochodach Formuła 1, w motocyklach GrandPrix. To oznacza spełnienie wszystkich standardów. Na przykład w przypadku ochrony środowiska to są tak restrykcyjne rozwiązania, że wymagania polskich wydziałów ochrony środowiska to jest pestka.

Małgorzata Rakowiec: I jak się to szukanie terenu odbywało?

Mirosław Zdanowicz:  Oglądałem kilka lokalizacji, które wskazywali urzędnicy, ale to nie było to. I wtedy powiedziałem, że aby zrealizować ten projekt, ze wszystkimi jego trudnościami  - muszę zostać radnym. Inaczej się nie da. Wystartowałem do Rady Miasta, dostałem się i przystąpiłem do pracy.

Małgorzata Rakowiec: Jak Pan trafił na to właśnie miejsce - tuz przy granicy gminy Gdańska i gminy Pruszcz?

Mirosław Zdanowicz:  Przejeżdżałem tamtędy wielokrotnie, ale nie pomyślałem, że to teren, który przynależy jeszcze do Gdańska. Wydawał się idealny. Gdy usłyszałem, że jednak obejmują go granice gminy Gdańsk i wjechałem na te połacie ziemi to wiedziałem, że to jest właśnie to. Trzeba było działać, bo wiadomo deweloperzy by tam wybudowali chętnie jedną Zaspę i dwa Przymorza.

Małgorzata Rakowiec:  Ja cały czas chciałabym się dowiedzieć, skąd taki pomysł?

Mirosław Zdanowicz:  Wyszedłem z monocyklów, trenowałem latami MotoCross, zdobyłem Mistrzostwa Polski , potem po kontuzji, przez 20-lat byłem trenerem kadry i ze swoimi zawodnikami zdobywałem Mistrzostwo Polski, jeździłem po Świecie i widziałem, jak tam wyglądają zawody. Nie miałem nigdy kompleksów, że jestem z Polski, ale zazdrościłem im infrastruktury, i marzyłem, by takie zawody, takiej rangi mogły się odbyć w Polsce, w Gdańsku.

Małgorzata Rakowiec:  Stać nas na F1 w Gdańsku? Kto będzie utrzymywał potem ten obiekt? To argument, który podnosi się przy stadionie na przykład.

Mirosław Zdanowicz:  Nie będzie z tym problemu, jeśli już teraz w trakcie projektowania i budowy obiektu wyłoniony zostanie operator, który będzie potem odpowiadał za to, żeby ten obiekt się rozwijał i przynosił dochody. Dzięki temu już na etapie projektowania można będzie przyjmować takie rozwiązania , które będą ułatwiały sukces i powodzenie.  Tu trzeba postawić na ludzi, którzy znają branże i potrafią w niej się poruszać, a do tego maja smykałkę handlowca.
Małgorzata Rakowiec:  To jaka jest teraz kolejność prac?

Mirosław Zdanowicz:  Nie musimy budować wszystkiego od razu. Trzeba działać etapami: pierwszą rzeczą powinien być tor kartingowy i tor wyścigów, trzeba wytyczyć nitkę, a do tego niezbędny jest obiekt organizacyjny dla sędziów i zawodników. Wytyczenie nitki to nie jest taka prosta sprawa. Nad każdym elementem pracuje zespół inżynierów, konstruktorów, którzy wyliczą każdy spadek, każdy łuk.

Małgorzata Rakowiec:  Kiedy pierwsze zawody?

Mirosław Zdanowicz:  Przyszłość jest świetlana. My mówimy najwięcej o F1, ale po drodze jest F2, F3, są wyścigi klas producenckich jak Renault, z którego wyszedł Kubica itd. Jak tylko tor zbudować, to od razu coś zacznie się dziać. Jak byłby tor to bardzo szybko będziemy mogli organizować  zawody o randze Europy - mam takie zapewnienie od ludzi z branży, bo spełniamy wymagania. Dojazd do lotniska 15 minut, autostrada jest, baza hotelowa super. Ludzi tu przyjedzie cały tłum, bo kibice sportów motorowych to tacy ludzie, którzy jeżdżą po świecie.

Małgorzata Rakowiec:  Ile osób przyjeżdżałoby na zawody?

Mirosław Zdanowicz:  200 tysięcy co najmniej. To naprawdę wyjątkowy typ kibiców.  Ludzie z promilem benzyny we krwi. Nie ma bójek, agresji, zadym. Moje marzenie to szybko to dopiąć, bo ja może nie doczekam F1, ale liczy się cel. Gdańsk dzięki temu projektowi pójdzie prestiżowo mocno w górę. Wie Pani ile torów mają Węgry? Hungaroring zbudowany został za Kadara, a teraz mają plus trzy.  A my nie mamy żadnego, bo ten w Poznaniu nie jest na taką skalę. Do tego jest tak obłożony, że mistrzostwa Polski trzeba rozgrywać za granicą: na Słowacji, w Czechach, na Węgrzech. To kuriozalne! Trzeba to wykorzystać.

Małgorzata Rakowiec:  A dzięki takiemu obiektowi będziemy mieli mniej młodych, szalonych kierowców na ulicach Trójmiasta, czy więcej?

Mirosław Zdanowicz:  Idea jest taka, żeby oprócz profesjonalistów mogli tam się szkolić i poszaleć miłośnicy sportów motorowych. Co ta młodzież ma dziś robić?! Jeszcze po takiej akcji radarowej mamy same nakazy, zakazy, nakazy itd. Trzeba coś młodym ludziom zaproponować. Oni muszą się gdzieś wyszumieć i robią sobie te nocne wyścigi ulicami Gdańska.

Małgorzata Rakowiec:  Pan im się nie dziwi?

Mirosław Zdanowicz:  Nie! Ja byłem podobny, tylko mną pokierowano, trafiłem do klubu sportowego. Młody wiek ma swoje prawa. Nie można wszystkich posadzić przed komputerami.  To co robię to jest spłacanie długu wdzięczności. Nie byłem spokojnym chłopakiem, w wieku 21 lat wyrzucono mnie ze Szkoły Morskiej. W tym czasie mogłem chyba tylko pójść na pocztę nadawać depesze morsem.  I wtedy trafiłem do sportu, do Moto Klubu. Tam się znaleźli ludzie, którzy zauważyli, że mam do motorów smykałkę. Wzięli mnie za ucho, kazali skończyć  "samochodówkę", zabrali mi przed maturą motocykl. To była tragedia, ja tu o Mistrzostwach Polski myślę, a oni: przyniesiesz świadectwo dojrzałości to dostaniesz z powrotem. Potem były studia i wszystko się ułożyło. I dzięki tym moim doświadczeniom dobrze wiem, że młodym ludziom coś trzeba dać, zaoferować, cos co lubią i coś co ich pociągnie. I jest wtedy szansa, że nie będą robili głupot. Ściganie na torze to też recepta dla zestresowanych i zapracowanych, którzy jakoś muszą odreagować napięcia. Nie mówiąc już o tym, że to doskonałe antidotum na kryzys wieku średniego.
STRONA GŁÓWNA    GALERIA ZDJĘĆ  FACEBOOK  KONTAKT